Zatopić piratów czy zabić Robin Hooda? Wolność i prawa autorskie we współczesnej kulturze

piraci1

Weekendowa “Gazeta Wyborcza” na pierwszej stronie pisze o bezprecedensowym wyroku, jaki zapadł w Szwecji. Dotyczy on słynnego serwisu służącego do dzielenia się plikami “The Pirat Bay” (zob. http://thepiratebay.org/) To kolejny krok Szwecji w walce z piractwem komputerowym. Przypomnijmy, że na początku kwietnia w kraju tym wprowadzono surowe ustawodawstwo, które nakazuje firmom zaopatrującym w Internet ujawnianie danych osobowych osób, które ściągają pliki z Internetu.

Nagonka na piratów przedstawiona jest w czarno- białych barwach. Oto źli piraci, współcześni Internetowi złodzieje zostali wreszcie ukarani i zmuszeni do poniesienia sprawiedliwej kary za swoje niecne uczynki. Warto byłoby jednak spojrzeć na to trochę z innej strony. Tu przychodzą mi namyśl dwaj współcześni intelektualiści tj. Laurenc Lessig (prawnik zajmujący się prawem autorskim w sieci) i Henry Jenkins (badacz cyberkultury z MIT).


Lessig w swojej książce “Wolna Kultura” (którą zupełnie legalnie można pobrać z sieci zob. Wolna kultura) zauważa, że współcześnie zapędy wielkich korporacji walczących o prawa autorskie niebezpiecznie zaczynają ocierać się o cenzurę. Patentując symbole (marki, wytwory kulturowe tj. slogany, słowa, produkty cyfrowe) kryminalizują jednocześnie ich użycie. Przykładowo, jeżeli małe dziecko narysuje nieudolnie Kubusia Puchatka na swojej koszulce i wyjdzie na ulice lub co gorsza zamieści obrazek w sieci na swoim blogu to staje się to podstawą do wytoczenia jemu (lub jego opiekunom) procesu przez firmę Disneya za łamanie praw autorskich i bezprawne wykorzystanie znaków handlowych. Przypuszczam, że w każdym przedszkolu możemy obecnie znaleźć całe grupy przestępcze zajmujące się tym procederem:) Czy są oni piratami łamiącymi prawa autorskie? Sytuacja ta przypomina działania cenzury za czasów PRL, które również można w tym kontekście zdefiniować jako zakaz Państwa dotyczący używania przez obywateli pewnych symboli, haseł, idei, znaków.

Lessig problematyzuje kwestie czarno-białego spojrzenia na piractwo. Autor potępia piractwo oparte na zysku, czyli kopiowanie materiałów i sprzedaż nielegalnych kopii. Zauważa jednak, że współczesne piractwo internetowe ma zupełnie inny charakter tzn. nie opiera się na sprzedaży, a na zupełnie nie komercyjnym dzieleniu się plikami. Analizując sieci wymiany plików (p2p) Lessig wyodrębnia tu kilka rodzajów piractwa:

1. Użytkownicy, którzy nie kupują produktów kulturowych objętych prawem autorskim, ale ściągają je za darmo z sieci.

2. Użytkownicy, którzy dzielą się materiałami w celu ich wypróbowania przed zakupem (np. przesłuchanie muzyki przed zakupem płyty).

3. Użytkownicy, którzy ściągają materiały objęte prawem autorskim, ale niedostępne w sprzedaży.

4. Użytkownicy, którzy ściągają materiały nie objęte prawem autorskim.

5. Użytkownicy, którzy ściągają materiały objęte prawem autorskim, a którzy w innym wypadku nie kupiliby wspomnianych materiałów (gdyż po prostu ich na to nie stać).

Chciałbym zatrzymać się właśnie przy grupie użytkowników opisanych w punkcie piątym. We wspomnianym artykule z “GW” przytaczane są słowa artystów i twórców kina, którzy piętnują piractwo. Logika tych zarzutów zawsze brzmi tak samo: otóż z racji, że młodzi ludzie ściągają pliki, to nie chodzą do kina i nie kupują płyt. Moim zdaniem absurdalnie brzmi to w szczególności w polskim kontekście. Dlaczego? Otóż większość naszego kraju to nadal małe miasteczka i wsie. Są regiony, gdzie najbliższe kino lub sklep z płytami znajduje się w odległości 150 km. Co więcej nie są to multipleksy ani “mediamarkety” tylko małe kina lub słabo zaopatrzone sklepiki, w których repertuar i wybór jest siłą rzeczy ograniczony. Doliczając jednocześnie pauperyzację naszego społeczeństwa, gdzie wiele rodzin musi utrzymać się za 800 zł miesięcznie? Jak w takiej sytuacji wygospodarować pieniądze dla dziecka na wyjazd do miasta 10 PLN + bilet do kina 20 PLN. Innymi słowy, gdyby nie Internet i wymiana plików p2p wiele osób po prostu byłoby odciętych od możliwości korzystania z dobrodziejstw współczesnej kultury. Nie mogąc ściągnąć filmu z sieci po prostu by go nie obejrzało. Czy w tym kontekście równie łatwo potępiać piratów. A może właśnie powinniśmy spojrzeć na nich jako na współczesnych Robin Hoodów, którzy wyrównują różnice i szanse społeczne? Dlaczego tylko ludzie z dużych miast i lepiej sytuowani finansowo mają mieć możliwość korzystania z dobrodziejstw współczesnej kultury? Problem ten możemy rozciągnąć na cały glob. Co z dostępem współczesnej kultury w Afryce, gdzie jeszcze trudniej o kina, muzykę i inne dobra kulturowe, ale coraz łatwiej o dostęp do sieci?

Daleki jestem od zachwalania piractwa, ale myślę, że powinniśmy przemyśleć ten problem na nowo. Ściąganie plików z sieci nie jest bowiem chwilową modą, ale jak słusznie zauważają dziennikarze “GW” jest to styl życia wielu ludzi. Czy wobec tego najlepszą drogą jest kryminalizacja młodszej części społeczeństwa? Wyrok wydany na młodych Szwedów (4 mln. dolarów i rok wiezienia) wydaje się być nieudolną próbą wielkich korporacji przywrócenia relacji ze starych dobrych czasów kiedy ich totalnej kontroli podlegała dystrybucja kultury co gwarantowało monopol i niekwestionowane zyski. Trzeba tu zaznaczyć, że Szwedów z “The Pirat Bay” nie pozywają artyści (którzy współcześnie coraz lepiej obchodzą się bez pośrednictwa wielkich koncernów) a korporacje, pośrednicy, których racja bytu w czasach powszechnego dostępu do sieci zaczyna tracić sens.

Drugi badacz, którego dziś przywoływałem, Henry Jenkins z MIT zauważa, że we współczesnym podejściu do kwestii praw autorskich można wyodrębnić dwie charakterystyczne postawy: prohibicjonistyczną i kooperacyjną. Pierwsza z nich to dążenie do mnożenia zakazów, surowego karania i ścisłego kontrolowania wykorzystania przez odbiorców rozpowszechnianych materiałów kulturowych. Postawa kooperacjonistyczna jest postawą zachęcającą do współpracy i tworzenia wspólnot. Oparta jest na wzajemnym współdziałaniu odbiorców i twórców kultury w celu osiągnięcia jak najlepszych i jak najbardziej satysfakcjonujących efektów dla obu stron. Postawa ta wykorzystywana jest dziś chociażby przez producentów gier komputerowych, którzy zapraszają do współtworzenia nowych tytułów, fanów danej serii, których pomysły wdrażane są w grze (przykładem polski “Wiedźmin”).

Stanowi to również przykład nowego, wspólnotowego pomysłu na dystrybucje materiałów kulturowych. Jakiś czas temu jako pierwsza pomysł ten wykorzystała grupa “Radiohead” wydając swoją najnowszą płytę w sieci. Sposób dystrybucji polegał na tym, ze każdy mógł wpisać dowolną kwotę, jaką chciałby zapłacić za nowy album zespołu. Dzięki temu płytę mógł pobrać każdy począwszy od fanów zespołu, którzy w okienku wpisywali większe kwoty po osoby, które nigdy z zespołem się nie zetknęły (w okienku, w którym wpisywaliśmy sumę jaką jesteśmy w stanie zapłacić za album mogliśmy również wpisać zero). Skutkowało to tym, że zespół mógł dotrzeć do nowych fanów i w ten sposób powiększyć grono słuchaczy i dzięki temu zwabić więcej osób na koncerty lub zapewniać sobie nową grupę wiernych fanów, którzy będą skłonni zapłacić więcej za następny album. Podobną logikę dystrybucji możemy znaleźć w Brazylii, gdzie od dawna prężnie rozwija się ruch Techno Brega. Artyści tworzący tą muzykę zupełnie nie zarabiają na płytach, rozpowszechniając je za darmo (płytę można dostać za free po koncercie), natomiast skupiają się na zarabianiu pieniędzy na występach (więcej na temat zjawiska Techno brega zob. fragment filmu „Good Copy Bad Copy” zob. http://www.youtube.com/watch?v=xo2sv3jjJi8)

Problem z “The Pirat Bay” ma jeszcze inny kontekst. Technologia p2p nie opiera się bowiem na tym, że twórcy trzymają udostępniane pliki na jednym serwerze na swoim komputerze. “The Pirat Bay” to raczej rodzaj wyszukiwarki, która pozwala użytkownikowi odnaleźć poszukiwane materiały, które dość często znajdują się na dyskach prywatnych osób na całym świecie. Pomijając wszelkie kwestie i zróżnicowania samego pojęcia piractwa, poruszane powyżej pojawia się tu pytanie czy twórcy samej technologii są piratami? Równie dobrze możemy powiedzieć, że największym piratem na świecie są firmy tworzące popularne przeglądarki internetowe, które też ułatwiają nam dostęp do licznych materiałów zamieszczanych w sieci, które przecież nie zawsze mają charakter legalny.

W procesie “The Pirat Bay” poruszane powyżej problemy są szczególnie transparentne. Czy nie jest bowiem tak, że piętnując twórców serwisu i podchodząc w ten sposób do współczesnego problemu piractwa wylewamy dziecko z kąpielą? Mam na myśli to, że podkreśla się negatywne strony tego zjawiska, a w ogóle nie myśli się o zmianach, nowych sposobach dystrybucji i nowym podejściu do kwestii praw autorskich. Kto właściwie ma prawo do opatentowania kultury? Skoro bowiem można patentować symbole, najlepszym pomysłem byłoby obecnie opatentowanie elementów języka np. słowa “tak” wówczas każdy kto by go używał musiałby płacić nam tantiemy. Czy jednak w dłuższej perspektywie nie doprowadziło by to do tego, że wszyscy by zamilkli? Czy nie byłby to koniec jakiejkolwiek kultury?
Jak zauważają dzisiaj liczni badacze kultury, społeczeństwa i ekonomii dziś zaczynamy żyć w świecie gdzie dostęp do symboli jest cenniejszy niż dostęp do surowców. Informacja jest ropą naftową XXI wieku. Czy w tym kontekście proces “The Pirat Bay” nie jest przypadkiem nowym rodzajem wojny w Iraku?

Poniżej przedstawiam nagraną po procesie konferencję twórców “The Pirat Bay”. Jak mówią o nagraniu sami autorzy:

Jak to bywa we wszystkich dobrych filmach bohater przegrywa na początku ale odnosi epickie zwycięstwo na końcu. To jedyna rzecz której Hollywood kiedykolwiek nas nauczył.

Powyższy cytat oprócz znaczenia metaforycznego można czytać w odniesieniu do filmu dosłownie:)

Osoby zainteresowane pogłębieniem poruszanej tematyki dotyczącej praw autorskich i funkcjonowania samego serwisu „The Pirat Bay” zapraszam do obejrzenia dwóch filmów, które można za darmo i w pełni legalnie pobrać z sieci są to:Steal this film I, Steal this film II

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *