Wywiad z twórcami Polskiego Towarzystwa Badania Gier dr Augustynem Surdykiem i dr Jerzym Zygmuntem Szeją

Kultura i Historia nr 13/2008

Wywiad z twórcami Polskiego Towarzystwa Badania Gier dr Augustynem Surdykiem i dr Jerzym Zygmuntem Szeją

szeja-i-surdyk.jpg

Dr Augustyn Surdyk (z lewej) i dr Jerzy Zygmunt Szeja (z prawej) pomysłodawcy i założyciele Polskiego Towarzystwa Badania Gier

Radosław Bomba: Od kiedy działa PTBG?

Augustyn Surdyk: Polskie Towarzystwo Badania Gier (w brzmieniu angielskim: Games Research Association of Poland) zostało powołane w styczniu 2004 r. Po kilku nieudanych próbach doczekaliśmy się rejestracji 12 maja 2005 w Poznaniu.

Radosław Bomba: Kto wpadł na pomysł założenia PTBG?

Jerzy Szeja: Ja. Następnie przekonałem grono znajomych, co nie było trudne, ponieważ wszyscy widzieli potrzebę zaistnienia takiego ogólnopolskiego towarzystwa naukowego. Natomiast samo założenie i późniejsza działalność byłaby niemożliwa bez ogromnej pracy wielu osób, a zwłaszcza dr Augustyna Surdyka. Znakomita większość wszystkich jakże uciążliwych formalności, które do dzisiaj są naszą zmorą, spoczywa na jego barkach. Z drugiej strony – najważniejsza część działalności PTBG, czyli coroczne konferencje naukowe, to też jego zasługa.

R.B.: Czy w procesie rejestracji PTBG jako pełnoprawnego stowarzyszenia naukowego spotkały was jakieś trudności?

J.S.: Tak. Pierwsze podejście żywo przypominało „Paragraf 22”. Mianowicie w imieniu prezydenta Warszawy (nb. profesora, który i dziś jest prezydentem, ale nie Warszawy) odpowiedni urzędnik odmówił nam rejestracji, uzasadniając, że jak na rejestrację w tym trybie mamy zbyt szerokie plany. Stwierdził, że powinniśmy rejestrować się w trybie sądowym. A ponieważ nie zostaliśmy zarejestrowani, nie wolno nam gromadzić danych osobowych, więc konfiskuje nam listę założycielską (z danymi osobowymi, peselami, adresami itp.). Na pytanie, jak w takim razie mamy zwrócić się do sądu, skoro tenże sąd (tak samo jak urząd miasta) żąda listy założycieli, odpowiedział, że to go nie obchodzi. Do dziś nie wiemy, czy była to głupota czy złośliwość, czy może „tylko” bezduszne stosowanie litery prawa (przy pełnej wiedzy na temat jego bezsensowności – czyli jak w „Paragrafie 22”). Raczej złośliwość, bo przecież w ten sposób każda próba założenia stowarzyszenia i fundacji byłaby przestępstwem, a jednak takich organizacji jest w Polsce wiele tysięcy!

Siedem miesięcy nam zajęło odtworzenie tej skonfiskowanej listy. Zrażeni do Warszawy złożyliśmy wniosek w sądzie poznańskim, gdzie o nasze interesy zadbał zawodowy prawnik – znajomy dr Augustyna Surdyka.

A.S.: A dokładniej – na pierwszym zjeździe założycielskim w Krakowie zadecydowaliśmy o nazwie Towarzystwa (inną propozycją, która jednak uzyskała mniejsze poparcie było Polskie Towarzystwo Ludologiczne), wybraliśmy Zarząd Główny, przyjęliśmy statut PTBG a za siedzibę spośród proponowanych Krakowa i Warszawy obraliśmy Stolicę. Byłem wtedy jedyną osobą z Poznania i nikt wtedy nie brał pod uwagę stolicy Wielkopolski jako siedziby PTBG:) Stworzyliśmy listę dyskusyjną na Yahoo, a następnie do teraz działające forum członków i sympatyków towarzystwa oraz stronę internetową pod adresem www.PTBG.org.pl, która stała się głównym medium komunikacji, wymiany poglądów i zamieszczania komunikatów Zarządu Głównego. Nasz entuzjazm jednak faktycznie początkowo przegrywał ze skomplikowanymi wymogami urzędów, których baczne oko dopatrywało się braków formalnych w składanych wnioskach i załączanej dokumentacji w wyniku czego konieczne było zwołanie kolejnych zjazdów założycielskich w Toruniu i ponownie w Krakowie z powtórzeniem wszystkich procedur. Na trzecim, ostatnim zjeździe założycielskim zapadła decyzja o rejestracji w Poznaniu.

R.B.: Jakie cele przyświecały założeniu PTBG?

A.S.: PTBG jest pierwszym naukowym towarzystwem ludologicznym w Polsce. Skupia naukowców i studentów z wielu krajowych uczelni wyższych, którzy zajmują się szeroko pojętą problematyką gier – w tym gier fabularnych (ang.: Role-Playing Games) i gier komputerowych. Jego celem jest popularyzowanie i rozwijanie wiedzy o grach, zarówno w ujęciu teoretycznym (interdyscyplinarnie i od strony nauk szczegółowych), jak i praktycznym (tworzenie i rozpowszechnianie gier; ich dydaktyczne zastosowania). Polskie Towarzystwo Badania Gier ma ambicję, aby to jego członkowie dokonywali wartościowych ustaleń naukowch oraz nowatorskich rozwiązań praktycznych.

Towarzystwo, zgodnie z postanowieniami Statutu (patrz § 7. – pełna wersja Statutu dostępna jest na stronie www.PTBG.org.pl), ma zamiar organizować – samodzielnie i we współpracy z instytucjami naukowymi – spotkania i panele naukowe oraz inne imprezy związane z badaniem gier a tym samym upowszechniać i wydawać powstające w Polsce ludologiczne prace naukowe. PTBG propaguje ideę gier jako formy twórczego wykorzystania czasu, zamierza przedkładać władzom oświatowym wnioski dotyczące zastosowania gier w dydaktyce oraz projektować zainteresowanie nimi m.in. za pośrednictwem Internetu. Towarzystwo będzie również zajmować stanowisko w sprawach publicznych dotyczących gier. Planujemy współpracę z towarzystwami naukowymi i pokrewnymi instytucjami w kraju i za granicą, na poczatek m.in. z archiwami gier w Marburgu i innych miastach w Niemczech.

R.B.: W jaki sposób cele te są obecnie realizowane?

A.S.: Do tej pory zorganizowaliśmy trzy międzynarodowe konferencje naukowe z cyklu Kulturotwórcza funkcja gier w 2005, 2006 i 2007 r. (strony wszystkich konferencji dostępne tutaj: http://gry.konferencja.org, http://gry2.konferencja.org, http://gry3.konferencja.org), w czerwcu 2007 Poznańskie Koło PTBG przy Instytucie Lingwistyki Stosowanej UAM, któremu przewodniczę, zorganizowało wespół z gośćmi z Health Education Department of Ashanti Regional Health Promotion Centre (Departament Ministerstwa Zdrowia) z Ghany międzynarodowe warsztaty edukacyjne w języku angielskim nt. Gry edukacyjne w profilaktyce chorób zakaźnych. Na moje zaproszenie przybyli członkowie PTBG z różnych ośrodków akademickich w Polsce (poza UAM z Uniwersytetu Wrocławskiego, Gdańskiego oraz Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy). Członkowie delegacji z Ghany z dyrektorem departamentu Panem Richardem Nti na czele byli bardzo zadowoleni z udziału w warsztatach, wysoko ocenili ich wartość merytoryczną i użyteczność zaprezentowanych rozwiązań w działalności edukacyjnej swojej instytucji, profesjonalne przygotowanie prelegentów i miłe przyjęcie w Poznaniu. Przedsięwzięcie stanowiło doskonały przykład statutowej działalności towarzystwa w dziedzinie zastosowań gier edukacyjnych oraz zapoczątkowało długotrwałą współpracę z PTBG, jaką zadeklarowali goście z Ghany. Delegacja ponownie odwiedziła nas podczas minionej konferencji w listopadzie. Planujemy kolejne warsztaty z gośćmi a Ghany w czerwcu 2008. Niezależnie od wspólnych przedsięwzięć towarzystwa, czy jednostek terenowych (kół) pracownicy naukowo-dydaktyczni zrzeszeni w PTBG prowadzą własne, indywidualne lub zespołowe badania w ramach swoich dyscyplin, na potrzeby własnych prac doktorskich, rozpraw habilitacyjnych i innych.

R.B.: Ilu członków skupia obecnie PTBG?

J.S.: Członków rzeczywistych mamy 120.

A.S.: – W tym również obcokrajowcy, m.in. dr Britta Stőckmann z Niemiec, badacz i twórca gier planszowych, aktualnie pracująca w ramach stypendium naukowego DAAD w ILS i aktywnie działająca w Kole Poznańskim. Należy również dodać, iż wolą ostatniego Walnego Zebrania Członków Towarzystwa (24.11.2007) statut pierwszego Honorowego Członka PTBG na mój wniosek uzyskał Profesor Wincenty Okoń, po uprzednim wyrażeniu zgody na kandydowanie. Ponadto firma Q-workshop z Poznania – największy na świecie producent i dystrybutor zdobionych kości do gier – została pierwszym Członkiem Wspierającym PTBG. Członkiem zwyczajnym towarzystwa został również obecny na ostatniej listopadowej konferencji p. Wojciech Pijanowski, autor encyklopedii Gry świata, znany swego czasu z licznych programów telewizyjnych poświęconych grom oraz teleturniejów.

R.B.: Czy w PTBG przeważa jakaś grupa np. o określonym profilu wykształcenia?

J.S.: Stosunkowo dużo jest filologów (zwłaszcza glottodydaktyków). Specjalistów w dziedzinach niehumanistycznych można policzyć na palcach obu rąk. Dziedziny humanistyczne są reprezentowane w miarę równomiernie, choć Zarząd Główny i Rada składają się głównie z kulturoznawców i filologów.

A.S.: PTBG zrzesza badaczy, naukowców-wykładowców akademickich, doktorantów oraz studentów związanych z uczelniami z terenu całego kraju i ma charakter interdyscyplinarny lub jak kto woli multidyscyplinarny. Wśród członków towarzystwa można znaleźć specjalistów wielu dziedzin, między innymi: językoznawców, glottodydaktyków, literaturoznawców, socjologów, psychologów, kulturoznawców, medioznawców, filozofów, historyków, ekonomistów, informatyków i innych przedstawicieli nauk humanistycznych społecznych oraz ścisłych. Ideą łączącą naukowców tylu dyscyplin naukowych jest wspólne zainteresowanie badaniem szeroko pojętych gier w wielu aspektach, z perspektywy różnych dziedzin naukowych i ich zastosowaniem w edukacji (w tym w nauczaniu języków obcych oraz e-learningu).

R.B.: Co zaliczylibyście do największych sukcesów PTBG?

J.S.: Wszystkie trzy konferencje naukowe w Poznaniu, udział w konferencjach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jako reprezentantów środowiska naukowego, ekspertyzę dla Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pozostałe sukcesy bardziej zależą od osobistego wkładu pracy danych naukowców, niż od tego, że należą oni do PTBG.

A.S.: Ponadto tuż przed naszą ostatnią konferencją nakładem Wydawnictwa Naukowego UAM ukazała się dwutomowa publikacja z naszej pierwszej konferencji zorganizowanej w 2005 r., w ramach nowej serii naukowej wydawanej przez mój instytut (Instytut Lingwistyki Stosowanej UAM) „Język-Kultura-Komunikacja”. W przygotowaniu są dwie kolejne książki.

R.B.: PTBG to także cieszące się dużym zainteresowaniem forum naukowe? Co możemy znaleźć na jego łamach?

J.S.: Jeśli chodzi o nasze forum internetowe, to dyskusje nie są tak częste, jak chcielibyśmy. Jednak nawet młodzi naukowcy preferują wypowiedź drukowaną a dyskusje – w trakcie konferencji. Na pewno niektórych denerwuje to, że niektórzy dyskutanci nie mają nawet świadomości norm wypowiedzi naukowej, a trudno kogoś nauczać na forum.

A.S.: Forum to również źródło bieżących informacji o towarzystwie, wiadomości i ciekawostek dotyczących wszelkich gier, miejsce do zamieszczania komunikatów np. o zbliżających się konferencjach (nie tylko PTBG), ogłoszeń i sprawozdań ze spotkań kół itp. Poza tym na forum zgłasza się wiele osób proszących o pomoc w znalezieniu bibliografii gł. do swoich prac licencjackich i magisterskich, poddają swoje projekty badań, tezy i hipotezy pod dyskusje i otrzymują od innych uczestników wiele cennych informacji i wskazówek.

R.B.: Jak postrzegacie rolę gier we współczesnej kulturze i społeczeństwie?

J.S.: Naszym zdaniem jest to rola ogromna. Niestety każda precyzyjniejsza wypowiedź byłaby już wielostronicowym wykładem. Proszę spojrzeć na motto naszych konferencji…

R.B.: Jakie możliwości według was daje wykorzystanie popularności gier komputerowych dla edukacji?

A.S.: Od dłuższego czasu można zaobserwować w mediach swego rodzaju modę na wykorzystywanie w reklamach i nazwach wielu produktów terminów „gra” i „zabawa” odmieniane przez wszystkie przypadki, często również w językach obcych (głównie angielskim) wraz z synonimami i wyrazami kojarzonymi (np. play, fun, joy, enjoy, game, party), choć nieraz same produkty nie mają nic wspólnego z jakimikolwiek czynnościami ludycznymi. Można by tu podać dziesiątki przykładów. Jeśli to jakiś znak naszych czasów i prawdziwym okazałaby się teza mówiąca o „Cywilizacji zabawy”, dlaczego by nie wykorzystać zatem tej tendencji, zaprzęgając gry wszelakiego typu (od klasycznych planszowych po komputerowe) do służby w szeroko pojętej edukacji? Pomysł zresztą nie jest nowy, bo na przestrzeni dziejów już od starożytności w pedagogice i edukacji wykorzystywano różnego typu gry. Dziś czasy jakby znów sprzyjały ich wykorzystaniu.

R.B.: Jak oceniacie stopień wykorzystania i adaptacji gier komputerowych w polskiej szkole i na polskich uczelniach?

J.S.: Na bardzo niski a miejscami zerowy.

A.S.: Badania na ten temat, niestety potwierdzające opinię Jurka, prowadził Marcin Drews, członek PTBG, dziennikarz, muzyk, poeta z Lubina, o którym ostatnio sporo było słychać w różnych mediach z powodu darmowej edukacyjnej gry komputerowej Magritte, którą skonstruował na potrzeby swojej pracy dyplomowej. Celem gry jest poznawanie najciekawszych zakątków jednego z najpiękniejszych polskich miast – Wrocławia – oraz zapoznawanie się z twórczością tytułowego belgijskiego artysty malarza. Sama gra jest dostępna do ściągnięcia pod adresem http://www.trh.art.pl/magritte/index.html To przykład prostej gry przygodowo-tekstowej typu point and click, moim zdaniem dla graczy powyżej 15 roku życia, zbudowanej na bazie powszechnie dostępnego, darmowego „silnika”, który może posłużyć nauczycielom do stworzenia podobnych projektów na potrzeby dowolnych przedmiotów szkolnych. Co najważniejsze, opracowanie gry nie wymaga znajomości skomplikowanych języków kodowania. To doskonały przykład realizacji statutowych celów PTBG w wykonaniu indywidualnego członka towarzystwa i przykład zaprzęgnięcia nowoczesnych mediów w służbie edukacji i dowód na to, że nie trzeba być informatykiem, być wykorzystać gry komputerowe w nauczaniu. Trzeba jednak tylko (albo aż) chęci, a o to trudno przy nie od dziś mało motywujących płacach nauczycieli i jednoczesnych ogromnych dodatkowych obciążeniach w ramach tzw. obowiązków służbowych. Wielu z nas jest nauczycielami na wszelkich szczeblach edukacji i dla nas jest oczywiste, że praca nauczyciela nie ogranicza się do czasu spędzonego w murach szkolnych/akademickich, a często jest to jedynie jej niewielka część. Daleko nam np. do wzoru fińskiego, gdzie nauczanie jest wysoko cenionym, społecznie szanowanym, prestiżowym zawodem (jednocześnie o bardzo wysokich wymaganiach przy uzyskaniu dyplomu), o wynagrodzeniach w wysokości kilka średnich krajowych. Coś w takim rozwiązaniu musi być, skoro fiński system edukacyjny, bądź co bądź strukturalnie bardzo podobny do obecnego polskiego, uważany jest za najskuteczniejszy na świecie i osiągający najwyższe wyniki w nauczaniu, co wykazały ogólnokrajowe badania postępów uczniów. Niestety spuściźnie 50 lat poprzedniego systemu i utwierdzanemu w społeczeństwie braku poszanowania do profesji nauczyciela i edukacji jako takiej nie udało się do tej pory stawić czoła żadnej ekipie rządzącej. Ale to temat na osobny wywiad, debatę, niejedną konferencję i pole działań dla niejednego towarzystwa naukowego.

R.B.: Czy gry komputerowe mogą być groźne dla graczy?

J.S.: Mogą.

A.S.: I ubolewamy nad tym, iż jedynie kontrowersjom wokół poszczególnych tytułów media poświęcają najwięcej miejsca. Rzadko lub wcale wspomina się o licznych na rynku edukacyjnych grach komputerowych oraz najczęściej niekomercyjnych grach stosowanych w tyflodydaktyce – nauczaniu osób niewidomych i niedowidzących, surdodydaktyce – nauczaniu osób niesłyszących i niedosłyszących, i rzadko, raczej w ramach ciekawostek, podaje się informacje o pozytywnym wpływie gier (nie tylko komputerowych) na rozwój intelektualny i manualny graczy, czy innych zastosowaniach m.in. w medycynie i rehabilitacji (np. dzieci po chemioterapii). Gry zawierające treści nieodpowiednie dla młodszych graczy, bo to główny powód kontrowersji, są odpowiednio oznaczone w wyniku ratingu. W kwestii drugiego najczęściej pojawiającego się zarzutu – uzależnień od gier – odpowiedź jest prosta: człowiek może uzależnić się od wielu rzeczy począwszy na używkach, a skończywszy na hazardzie, robieniu zakupów i zaciąganiu kredytów, chorobliwej potrzebie ustawicznego sprzątania w mieszkaniu, więc również od różnych wykorzystań internetu czy gier komputerowych. We wszystkim, co oferuje nam dzisiejszy świat i co spotyka nas na co dzień, należy zachować należyty umiar, a w przypadku nieletnich przede wszystkim na rodzicach spoczywa obowiązek monitorowania poczynań swoich pociech, nie wspominając o zapewnieniu więzi rodzinnych i miłości rodzicielskiej. Z drugiej strony sami producenci, dystrybutorzy i media poświęcone grom (m.in. portale internetowe) zbytnio nie dbają o wyeksponowanie gier edukacyjnych z tych samych powodów – nie są to głośne i atrakcyjne produkcje, na których można zarobić krocie. I tworzy się błędne koło – skoro nie są wystarczająco skutecznie reklamowane, nie ma zainteresowania nimi ze strony edukacji, a więc nie ma na nie zbyt dużego popytu.

R.B.: Co sądzicie o kwestii tzw. ratingu, czyli systemu oceniania i oznaczeń gier określającego wymagany wiek graczy, w Polsce?

J.S.: Całe szczęście, że rating jest wdrażany.

A.S.: Na świecie istnieje szereg systemów oceniania gier komputerowych, do najpopularniejszych w Europie należy Pan European Game Information. Instytucje zajmujące się klasyfikacją gier komputerowych na wniosek producentów, w ich własnym interesie, przyznają im odpowiednie kategorie wiekowe (mówiące o wieku graczy, dla których gra jest przeznaczona) oraz oznaczają ew. treści nieodpowiednie dla młodszych odbiorców. Niestety w Polsce mamy do czynienia z niskim stopniem świadomości społecznej na temat istnienia ratingu, sposobu odczytania oznaczeń oraz niskim stopniem egzekwowania ustaleń prawnych w tym zakresie. Niewątpliwie, aby rating właściwie funkcjonował, w Polsce potrzebna jest szeroko zakrojona kampania informacyjna, prowadzona w szkołach i wśród rodziców oraz wychowawców, w której pomoc deklarowaliśmy podczas naszych wystąpień w MPiPS w 2006 i 2007 r. Dodatkowy problem stanowi nadal olbrzymia skala piractwa, która ma niezmiennie rację bytu z powodu wciąż horrendalnych dla wielu potencjalnych odbiorców cen nowych tytułów pojawiających się na rynku. Skuteczność ratingu ma niskie szanse właściwego funkcjonowania w obliczu niekontrolowanej sprzedaży gier komputerowych na czarnym rynku. „Europejskie” ceny nowych produkcji przy polskich zarobkach sprzyjają temu procederowi. Mając do wyboru pełnowartościowy produkt wysokiej jakości dostępny za rozsądną cenę oraz często pod różnymi względami ułomny produkt piracki, lecz już za niewiele niższą cenę, konsument nie powinien mieć wątpliwości. Wtedy również rating zyska na wartości i przyciągnie uwagę zainteresowanych.

R.B.: Czy ludologia ma szansę stać się wkrótce pełnoprawną dyscypliną akademicką? Jak widzicie najbliższą przyszłość tej młodej nauki?

J.S.: Sądzę, że za kilka lat nauka o grach pojawi się jako pełnoprawna dyscyplina również na polskich uczelniach.

A.S.: – Należy jednak dodać, że nawet status uniwersytecki nie czyni z żadnej dyscypliny automatycznie dziedziny naukowej. Ludologia jako nauka o grach, chcąc pretendować w kraju do miana samodzielnej dyscypliny naukowej musi spełniać – jak każda dyscyplina naukowa – określone podstawowe warunki metodologiczne: 1. własny przedmiot badań, 2. własne cele badań oraz 3. naukowe metody badań. Co za tym idzie przedmiot badań ludologii nie powinien być redukowalny do innych dyscyplin. Podobnie jak glottodydaktyka i wiele innych współczesnych dyscyplin naukowych jest ona dziedziną interdyscyplinarną. Interdyscyplinarność ludologii znajduje swoje odbicie w mnogości dyscyplin naukowych reprezentowanych przez członków Polskiego Towarzystwa Badania Gier. Wykracza ona jednak znacznie poza ramy dyscyplinarności innych dziedzin, gdyż wynika z zazębianie się obszarów zainteresowań badawczych nauk humanistycznych, społecznych i ścisłych. W związku z tym nasuwają się tutaj pytania: Czy możliwe i potrzebne jest stworzenie odrębnej metodologii badań nad grami? a następnie Czy ludologia może wyrastać wyłącznie na gruncie teorii wypracowanych przez nauki humanistyczne i społeczne? Pytania te znalazły się wśród zagadnień zaproponowanych do dyskusji przez Komitet Organizacyjny naszych konferencji, a celem konferencji jest między innymi próba znalezienia odpowiedzi i zachęta do dalszej dyskusji.

Od kilku lat prowadzę zajęcia z Metod alternatywnych w nauczaniu języków obcych na studiach niestacjonarnych drugiego stopnia w ramach kierunku filologia-lingwistyka stosowana, podczas których wprowadzam również elementy ludologii jako podbudowę teoretyczną dla zagadnień strategii ludycznej i praktycznych zastosowań technik ludycznych w glottodydaktyce. Wiele dyscyplin naukowych odwołuje się do „ojców ludologii” – Huizingi i Caillois – jednakże uczynienie z niej samodzielnej dyscypliny naukowej może wymagać jeszcze sporo wysiłku. Poza tym wiele istniejących dyscyplin jak choćby kulturoznawstwo mogłoby nie bez powodu rościć pretensje do zawłaszczenia ludologii jako subdyscypliny. Jest to bardzo złożony przedmiot dotąd nierozstrzygniętych debat m.in. podczas naszych konferencji i o to właśnie chodzi – nie da się po prostu obwieścić wszem i wobec zaistnienie nowej dziedziny naukowej. Tym bardziej, że KBN jest niechętny tworzeniu nowych kierunków studiów w obliczu długiej listy istniejących już ponad stu. Możliwe jest jednak tworzenie tzw. kierunków unikatowych. Ale to jest niezależne od tworzenia i funkcjonowania nowych dyscyplin naukowych nie będących kierunkami studiów.

R.B.: Jakie gry cieszą się największą popularnością we współczesnej kulturze?

J.S.: Komputerowe.

A.S.: I jest to całkiem zrozumiałe z powodu stopnia rozwoju cywilizacyjnego, postępu technologicznego, powszechności komputerów i coraz większej dostępności internetu, nie oznacza to jednak, że są to jedyne gry, w które obecnie się grywa. Takie stwierdzenie byłoby na pewno dużym nadużyciem.

R.B.: Jak oceniacie rolę innych gier np. planszowych lub RPG we współczesnym świecie? Czy ich czas dobiega już końca?

J.S.: Nie. Wręcz przeciwnie. Rynek gier planszowych rozwija się z ogromną szybkością, porównywaną do gier komputerowych (ale startuje z niższego pułapu!). Narracyjne gry fabularne nie pozyskują aż tak wielu nowych entuzjastów, ale i takich graczy jest z roku na rok trochę więcej.

A.S.: Po ostatniej wizycie w Polsce (kilka miesięcy temu) znanego arcymistrza szachowego Anatolija Karpowa i jego akcji promocji szachów w szkołach słychać odzew, choć prawdopodobnie działania te rozpoczęły się jeszcze przed wizytą arcymistrza. Mianowicie wojewoda podkarpacki p. Maciej Karasiński wpadł na pomysł promowania nauki gry w szachy w szkołach jako sposobu na rozwijanie u uczniów zdolności logicznego myślenia, a tym samym poprawienia ich wyników w nauce przedmiotów ścisłych. Pomysł podchwyciło szereg szkół w województwie i jak dotąd idea funkcjonuje i dalej się rozprzestrzenia w regionie.

Sam pomysł wprowadzenia szachów jako przedmiotu szkolnego nie jest nowy i nie chodzi tu o czasy starożytne i pierwotne wykorzystanie szachów do szkolenia oficerów wojsk. W tej chwili przynajmniej w dwóch krajach – w Hiszpanii i Chinach – gra należy do przedmiotów obowiązkowych w szkołach podstawowych, a wkrótce prawdopodobnie uzyska taki status również w Rosji. Aż dziw, że dopiero teraz, zważając na to, iż Rosja a poprzednio Związek Sowiecki, była zawsze potęgą w tej dyscyplinie i szachy są w tym kraju niemalże sportem narodowym, a swego czasu nawet obiektem rozgrywek politycznych (zwłaszcza przy grze o mistrzostwo świata przed laty pomiędzy właśnie Karpowem i arcymistrzem amerykańskim Robertem Fisherem). Szkoły szachowe w ZSRR były tradycyjnie prowadzone przez znanych arcymistrzów krajowych, pod okiem których faktycznie szkolono rzesze młodych szachistów niczym armię przy hojnym dofinansowaniu władz, podczas gdy w innych krajach byłego „bloku wschodniego”, w tym w Polsce, kluby szachowe do teraz niestety jedynie zrzeszają szachistów, a ich rozwój w dużej mierze zależy od nich samych. Wielu członków PTBG łącznie z nami również należało do klubów szachowych.

Być może przykład Podkarpacia jest pierwszym krokiem w kierunku polepszenia sytuacji i zwiększenia rangi szachów w Polsce, a przede wszystkim popularyzacji „królowej gier”. Myślę, że akcja jest godna naśladowania i rozszerzenia o inne szlachetne gry logiczne z długą tradycją, jak brydż, GO i inne.

R.B.: Jakie plany ma PTBG na najbliższą przyszłość?

J.S.: Chcemy rozszerzyć działalność na kilka pól, ale to zależy od możliwości pozyskania funduszy. Z planów od nich mniej zależnych: wydamy kolejny tom z referatami konferencyjnymi i zrobimy kolejną konferencję naukową w Poznaniu. To najważniejsza z form działalności naukowej.

A.S.: Jak wspomniałem wcześniej planujemy w czerwcu kolejne warsztaty z delegacją z Ghany. Do tego czasu powinna ukazać się wspomniana przed chwilą publikacja – trzecia książka z naszej konferencji w 2006 r. i w zaawansowanym stopniu przygotowań powinna już być czwarta – z ostatniej konferencji. W zależności od ustaleń z wydawnictwem jednocześnie z ukazaniem się wersji drukowanych lub zaraz po wyczerpaniu nakładu udostępnimy wersje online publikacji na stronach internetowych towarzystwa oraz na zaprzyjaźnionych naukowych portalach – m.in. Kultura i Historia i Kognitywistyka.net, aby trafiły one do wszystkich zainteresowanych, również tych, których nie stać na kupno lub nie zdążą nabyć książek.

Wkrótce powołanych zostanie kilka nowych kół, poza dotychczasowymi poznańskim i warszawskim również wrocławskie, bydgoskie, gdańskie i być może również krakowskie. Trwają przygotowania członków-inicjatorów do rozpoczęcia formalnych procedur uregulowanych przez statut towarzystwa.

W naszej mimo wszystko krótkiej dotychczasowej historii udało nam się z pewnością dokonać więcej niż innym towarzystwom naukowym na tym samym etapie rozwoju. Mogę chyba powiedzieć, że PTBG staje się opiniotwórczym towarzystwem eksperckim w kwestiach związanych z grami. Poza wspomnianym już zainteresowaniem ministerstw coraz częściej zgłaszają się do nas dziennikarze mediów wszelkiego rodzaju (radia, telewizji, prasy tradycyjnej i internetowej, wortali tematycznych itp.) z prośbą o opinie, udzielenie wywiadu, udział w audycjach radiowych itp. Polecamy wtedy kontakt z odpowiednimi osobami w towarzystwie, specjalistami w danej dziedzinie.

Jedyne, czego moglibyśmy sobie życzyć to większe wsparcie ze strony władz i innych zainteresowanych instytucji w popularyzowaniu gier edukacyjnych i budowaniu podstaw ludologii. W działaniu tym towarzystwo jest niestety nieco osamotnione i zdane jedynie na własne, skromne możliwości, gdyż jak dotąd żadna instytucja państwowa, ani komercyjna (poza pierwszym i jedynym jak dotąd Członkiem Wspierającym – Q-workshop, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni Prezesowi Patrykowi Strzelewiczowi) nie wyraziła zainteresowania wspieraniem tej działalności. Prowadzi to jedynie do smutnej konkluzji – nauka nadal się „nie sprzedaje” i zdaniem wielu potencjalnych „mecenasów” najprawdopodobniej to „studnia bez dna” i dopóki nic nie zmieni się w naszym kraju w tym lekceważącym podejściu do nauki i edukacji budowanym i umacnianym przez dziesięciolecia, dopóty rzesze niedocenionych naukowców i dydaktyków idealistów będą emigrować za chlebem. Lecz PTBG dalej będzie w imię wyższych celów i wartości pełnić swoją misję 🙂

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *